Koronawirus najbardziej zaraził nowohuckich seniorów… samotnością

Pani Danusia z os. Uroczego. Urocza, miła 86-latka mieszka sama. Syn i mąż nie żyją. Rodzina mieszka daleko i rzadko ją odwiedza. Jak sama mówi – koleżanki i koledzy odeszli, więc i ona często zastanawia się czy nie byłoby dla niej lepiej, żeby do nich dołączyła. Mówi tak, bo jest samotna. Bardzo samotna. A epidemia odcięła ją nawet od wizyt sąsiadki-emerytki.

– Do drzwi pani Danusi zapukałam, jak do wielu mieszkań nowohuckich seniorów. Otworzyła ufna, uśmiechnięta starsza pani, z nieco zagubionym spojrzeniem. Odebrała obiad i kiedy życzyłam jej smacznego zapytała: czy mogłaby mi pani pomóc? Trochę sobie nie radzę. Pomyślałam – pewnie jakiś techniczny problem z telefonem, albo telewizorem, ale nie ma problemu – pomogę. Kiedy weszłam jednak do malutkiej kuchni usiadła przy stole i zaczęła… płakać -wspomina wizytę u seniorki Marzena Rogozik, wolontariuszka Stowarzyszenia Gaudium et Spes.

 

Wolontariuszka szybko zorientowała się, że emerytka czuje się samotna, opuszczona, nawet przez sąsiadów, bo w dobie epidemii każdy boi się o swoje zdrowie i o zdrowie najbliższych. Nikt więc jej nie odwiedzał, a ona potrzebowała obecności człowieka.



– Usiadłam, napiłam się z nią herbaty, porozmawiałam i właśnie to było jej potrzebne. Wzięłam jej numer telefonu, obiecałam dzwonić. Ale kiedy po kilku próbach nie udało mi się do niej dodzwonić pojechałam ją odwiedzić. Z ciastem mamy. Popłakała się w progu. Wypiłyśmy herbatę, a ona kilka razy powtórzyła, że ostatnio żadna herbata tak jej nie smakowała, bo to pewnie, dlatego, że pije ją w towarzystwie. Opowiedziała mi przy tym o swojej rodzinie, kolegach i koleżankach, którzy już odeszli, o pracy w służbie zdrowia, o swoim ciekawym, ale i trudnym życiu – mówi wolontariuszka Gaudium et Spes.

 

Osiedle Zgody, Stalowe, Kolorowe czy Jagiellońskie. Bloki na 2 Pułku Lotniczego, na Kombatantów czy na Albertyńskim. Wszędzie tam mieszkają seniorzy, którzy potrzebują naszej pomocy. Stowarzyszenie Gaudium et Spes z os. Szkolnego opiekuje się kilkudziesięcioma seniorami, którzy nie wychodzą z domu. Codziennie gotują im obiady, ale w dobie epidemii liczba wolontariuszy roznoszących posiłki się zmniejszyła. Potrzebna była dodatkowa pomoc.

 

– W Nowej Hucie nie brakuje ludzi o dobrych sercach, którzy poza swoimi codziennymi obowiązkami z chęcią wezmą też dodatkowe, żeby pomóc innym w trudnej sytuacji. Zgłosili się więc tacy, którzy mimo zagrożenia epidemicznego zabierali kilka, czy kilkanaście obiadów i zanosili je seniorom. I na tym historia mogłaby się zakończyć, ale nie każdy senior czeka tylko na ciepły posiłek – mówi Marzena Rogozik, wolontariuszka Stowarzyszenia Gaudium et Spes .

Wolontariuszka dodaje, że seniorzy czekają na człowieka, kogoś, z kim będą mogli zamienić kilka zdań, kto poświęci im uwagę, kto wejdzie na chwilę, żeby wypić herbatę. – Bo przecież ta wypita w towarzystwie smakuje zupełnie inaczej niż sączona w samotności, przed telewizorem, albo przy oknie, za którym ostatnio tak rzadko pojawiają się spacerowicze. Epidemia COVID-19 zmieniła nasze życie i skutecznie utyskujemy na to od co najmniej dwóch miesięcy. I wydaje nam się, że przecież życie starszych osób, które i tak z domu nie wychodziły w sumie niewiele się zmieniło. I tak nie chodzili do pracy, zakupy robiła im rodzina lub opiekunowie. Nic bardziej mylnego – dodaje Marzena Rogozik.

 

I tu pojawia się przestrzeń dla tych, którzy mogą wygospodarować chociaż godzinkę na to, by zajrzeć do ludzi samotnych. Bo samotność jest często gorsza od choroby i od braku obiadu. Warto rozejrzeć się wokół siebie i dostrzec tych, którzy skutecznie chowają swoją samotność w czterech ścianach. Dajmy im uśmiech i swój czas.

 

Fot: seniorka z dzielnicy Wzgórza Krzesławickie




Polecane Video

Komentarze

Nie dodano jeszcze komentarzy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze Wiadomości

Najczęściej czytane